Latest News
Vital Horse
Agroturystyka, Ekologia, Konie
Home
Oferta
Kulinaria Dziadka Jacka
Fotogaleria
Kontakt
2016 © by Plywaj
Ostatnio coraz łatwiej kupić świeżego łososia norweskiego. Cena niby wysoka, ale w postaci „czystego” fileta nie wychodzi aż tak tragicznie. Zatem i ja uznałem, że możemy pozwolić sobie na jadanie go czasem w naszym domu.

Kiedyś kupiłem kilka porcji takich filetów skuszony okazyjną ofertą. Nie wahałem się bo był świeży. No i potem… mhmmm, no właśnie! Jak tu by nie sknocić takich, pięknych kawałków szlachetnej (mimo, że ze sztucznej hodowli) ryby. Zajrzałem do kilku książek kucharskich, do internetu i nic mi jakoś nie „podeszło”. W końcu wymyśliłem coś po swojemu i – wielki sukces! Posmakowało tak, że od tamtej pory jest to jedna z najbardziej ulubionych potraw na naszym stole rodzinnym.
Cytrynowy łosoś zapiekany pod serem
A przyrządzam go tak:
Składniki:

świeży filet łososia 0,25 kg (porcja dla jednego biesiadnika),
2 cieniutkie plasterki żółtego sera „morskiego”
cytryna,
świeży koperek,
trochę masła,
oliwa,
biały pieprz,
sól morska.
Łososia oskrobuję starannie z łusek i po opłukaniu osuszam papierowym ręcznikiem. Odrywam kawałek foli aluminiowej, takiej wielkości, aby wyłożyć nim żaroodporne naczynie do zapiekania i powstający sos nam z tej foli się nie wylał. Mógłby przypalić się na ściankach naczynia i będzie trudniej je umyć. Poza tym sos ten będzie nam jeszcze potrzebny. Bardziej błyszczącą stronę foli skrapiam obficie oliwą (olej rzepakowy też może się nadać) i starannie rozprowadzam palcami na powierzchni folii. Dzięki tej oliwie łosoś nie przywrze w trakcie pieczenia i nie przypali się na folii, a oliwa dodatkowo wzbogaci sos. Wykładam tą folią naczynie o wielkości dopasowanej do kawałka ryby. Wówczas ryba będzie głębiej zanurzona w sosie. Gdy przygotowuję kilka porcji ryby w jednym naczyniu do zapiekania (blacha, ceramiczna lub szklana foremka itp.), to dla każdego kawałka formuję z folii osobny ”basenik”.





. Z masła (takiego prawdziwego) odkrawam wiórki, które dość gęsto rozkładam na rybie. Posypuję posiekanym świeżym koperkiem. Z soku cytrynowego i masła w trakcie pieczenia utworzy nam się cudowny w smaku i aromacie sos. Dlatego cytrynowego soku i masła nie może być zbyt mało. Rybkę pokrywam cieniutkimi plasterkami żółtego sera bez dziur. Ser ma chronić rybę przed wysuszeniem w trakcie pieczenia, a na koniec pięknie się zarumieni. Najlepiej udaje mi się to z serem „morskim”. Zbyt grube plastry mogą utworzyć zbyt twardą skorupę i nie da się potem takiego łososia jeść estetycznie oddzielając delikatnie niewielkie kąski bez rozwalenia całej porcji.

Całość można jeszcze przyozdobić cieniutkim plasterkiem cytryny. Dobrze jest przed pieczeniem przetrzymać podszykowanego łososia w lodówce, aby naciągnął smaków i zapachów z przypraw. Naczynie z rybą umieszczam w gorącym (ok. 175 st.) piekarniku. Zapiekam jakieś 20 do 25 minut bez termoobiegu, aby nam potrawy nie wysuszyło. Gotową rybę ostrożnie wyjmuję plastikową, ażurową łopatką i wykładam na talerz. Dlatego przystępując do pichcenia należy zawczasu odpowiednio poporcjować rybę, aby na koniec elegancko wyłożyć każdemu nienaruszony, rumiany kawałek.

Taki łosoś najlepiej smakuje z białym ryżem „na sypko”. Sosem z upieczonej ryby polewam ryż już na talerzu.



A ponieważ „rybka lubi pływać” danie to (wyglądające bardzo wykwintnie - czyż nie?) warto popić odpowiednim, białym winem.

Mnie najlepiej to smakuje z rieslingiem.
Rybę układam we wgłębieniu naoliwionej foli skórą do dołu. Obficie skrapiam, a raczej polewam sokiem wyciskanym z ćwiartki cytryny, solę odrobinkę (ja preferuję sól morską lub kamienną, taką jak do kiszenia ogórków) i pieprzę białym pieprzem, bo nie tworzy na różowej rybce czarnych kropek i wg mnie ma ciekawszy dla ryby smak. Z masła (takiego prawdziwego!) odkrawam wiórki, które dość gęsto rozkładam na rybie. Posypuję posiekanym świeżym koperkiem. Z soku cytrynowego i masła w trakcie pieczenia utworzy nam się cudowny w smaku i aromacie sosik. Dlatego soku i masła nie może być za mało. Rybkę pokrywam cieniutkimi plasterkami żółtego sera bez dziur. Ser ma chronić rybę przed wysuszeniem w trakcie zpiekania, a na koniec pięknie się zarumieni. Najlepiej udaje mi się to z serem „morskim”. Zbyt grube plastry mogą utworzyć twardą skorupę i nie da się potem takiego łososia jeść estetycznie, oddzielając delikatnie niewielkie kąski bez porozwalania całej porcji.
Całość można jeszcze przyozdobić cieniutkim plasterkiem cytryny. Dobrze jest przed pieczeniem przetrzymać podszykowanego łososia w lodówce, aby naciągnął smaków i zapachów z przypraw. Naczynie z rybą umieszczam w gorącym (ok. 175 st.) piekarniku. Zapiekam jakieś 20 do 25 minut bez termoobiegu, aby nam potrawy nie wysuszyło. Gotową rybę ostrożnie wyjmuję plastikową, ażurową łopatką i wykładam na talerz. Dlatego przystępując do pichcenia należy zawczasu odpowiednio poporcjować rybę, aby na koniec elegancko wyłożyć każdemu nienaruszony, rumiany kawałek.

Taki łosoś najlepiej smakuje z białym ryżem „na sypko”. Sosem z upieczonej ryby polewam ryż już na talerzu.
A ponieważ „rybka lubi pływać” danie to (wyglądające bardzo wykwintnie - czyż nie?) warto popić odpowiednim, białym winem.

Mi najlepiej to smakuje z rzeźkim rieslingiem.