Latest News
Żołądki dusimy pomaluuutku, w garnku o grubym dnie, mieszając od czasu do czasu, aby nie przywarły do dna i nie przypaliły się. Ja dusiłem je ok. 3 godzin na minimalnym ogniu, aż cebula niemal rozpadła się zamieniając w beżowy, gęstniejący sos.
Jakieś 15 minut przed podaniem potrawy do gara z żołądkami dorzuciłem słodkie papryki pokrajane w nieduże (ok. 3 x 3 cm) kawałki. Chodzi o to, aby ta papryka nie rozgotowała się całkowicie i potem, już na talerzu wyglądała dekoracyjnie - kolorowo. Warto więc zastosować papryki różnego koloru.
Takie "pipki" smakują prawie jak gęsie i w naszym domu jadamy je z kaszą gryczaną. Można podać ją w towarzystwie kiszonego ogórka lub, jeszcze lepiej, kiszonych grzybów.

A do popicia polecam jarzębiaczek - najlepszy byłby taki, własnego nastawu.

Vital Horse
Agroturystyka, Ekologia, Konie
Home
Oferta
Kulinaria Dziadka Jacka
Fotogaleria
Kontakt
2016 © by Plywaj
(niby) Gęsie pipki
Uwielbiam gęsinę, podobnie jak każdy inny, tzw. "ciemny" drób.
Pewnego razu w restauracji żydowskiej na krakowskim Kazimierzu zachciało mi się posmakować gęsiego pipka. Niestety, akurat nie mieli. Jako, że ochota nie minęła, po powrocie do domu "pogrzebałem" w internecie w poszukiwniu informacji i jakiegoś przepisu kulinarnego. Krótką notatkę zamieszczono w WikiPedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Gęsi_pipek

Wynika z niej, że pod tą samą nazwą znane są dwie zupełnie różne potrawy z tradycyjnej kuchni żydowskiej: faszerowana szyjka gęsia lub duszone żołądki. Ponieważ skóra z gesich szyjek oraz gęsie żołądki są u nas nie do kupienia, zdecydowałem się na przygotowanie "indyczo-żołądkowej" wersji (niby) gęsich pipków wg samodzielnie wymyślonej receptury.
Aby smakiem choć troszeczkę "trąciło" gęsiną zastosowałem gęsi smalec własnoręcznie wytopiony przy wcześniejszym pieczeniu...,
ale po kolei.
Zgromadziłem niezbędne ingrediencje:

1,5 kg świeżych żołądków indyczych,
1 kg cebuli,
0,15 kg smalcu gęsiego,
1 mała papryczka meksykańska,
2 duże papryki słodkie,
czosnek,
imbir wieży,
sól,
biały pieprz,
no i... aparat fotograficzny ;) .
Ponieważ, żołądki indycze nie zawsze są dostępne, kupiłem je zawczasu (2 dni przed planowanym pichceniem), zalałem przestudzoną solanką (jedna czubata łyżka grubej soli kamiennej, takiej jak do kiszenia ogórków w ok. 3 litrach wody). W chłodnym miejscu na pewno się nie zepsuje, a słona zalewa może dodatkowo wspomóc "kruszenie" mięska. W zaplanowanym terminie żołądki starannie umyłem, odcedziłem i wrzuciłem je na chwilę (ok. 1 minuty) do dużego gara wrzątku. Wyjąłem durszlakiem i odłożyłem do mniejszego garnka, w którym nastąpi ciąg dalszy.
Cebulę (użyłem czosnkowej) pokrajałem w półtalarki. Smalec roztopiłem na dużej, ciężkiej (aby się nic nie przypalało) patelni i na tym przesmażałem poszatkowaną cebulkę. Gdy zaczęła nabierać złotawego koloru dorzuciłem pokrajany w talarki czosnek. Czosnku warto dać dużo (wszak to przepis z kuchni żydowskiej) - ja użyłem pół dużej główki. Podsmażałem jeszcze chwilę, mieszając drewnianą szpatułką aż czosnek buchnął mi w nos swoim aromatem - i o to właśnie chodziło. Podobnie postąpiłem z imbirem, którego kawałek (wielkości dużego kciuka) wcześniej obrałem i utarłem na tarce jarzynowej o grubych oczkach. Imbir dodałem do drugiej porcji cebuli - na raz wszystko nie mieściło się na mojej patelni. Cebulę (tę z czosnkiem oraz tę z imbirem) z całym, raztopionym gęsim tłuszczem zsunąłem na żołądki czekające w garnku obok. Na to wszystko wrzuciłem pokrajaną w drobne paseczki meksykańską papryczkę. Kiedyś zastosowałem papryczki chili, ale tym razem w sklepie była akurat tylko ta.
UWAGA - papryczki meksykańskie są upiornie palące, więc doradzam umiar. Sól i pieprz do smaku.
Acha, zapomniałbym wyjaśnić... aparat fotograficzny nie trafił do gara, ale posłużył do wykonania powyższych fotografii.